NASI REZYDENCI

BURASKI
9 miesięcy czekały na adopcję. Nikt ich nie chciał. Zostają u nas, bo przywiązały się z wzajemnością do swojej czasowej opiekunki.

Małe, bezbronne kocie dzieci. Urodzone w piwnicy. Niestety znalezione już chore na koci katar.
Teraz wyleczone, wesołe i szybko biegające, czekają na dobre domki. Są dwie dziewczynki i dwaj chłopcy.
Czekamy na opiekunów!!! Tel. 601 07 02 67.
Jednej dwójce już się udało! Zostały te dwa na zdjęciach poniżej

Ta dziewczynka i chłopak zostaną już z nami
   


SUNNY
Sunny po 9-ciu miesiącach pobytu u swojej czasowej opiekunki zostaje u niej. Pokochali się!


Sunny - kociak 3,5 - 4 miesięczny. Kot specjalnej troski.
Znaleziony w stanie tragicznym. Chory, bez szans na przeżycie. Koci katar, zaropiałe oczy, zapalenie uszu. I niestety po przebytej chorobie został ślad, ślad który eliminuje go z grona zdrowych wesołych kociąt.
Mały Sunny ma przekrzywioną główkę, perforacja błony bębenkowej w uchu spowodowana silnym stanem zapalnym, powoduje ten zupełnie mimowolny pochył.
Ale Sunny nie wie, że jest inny, chory i "niepełnosprawny" - bawi się i biega, wspina i szaleje. Przez inne kocięta jest całkowicie akceptowany, szukamy mu człowieka który go też całkowicie zaakceptuje i pokocha, mimo tej drobnej ułomności.
Tel. 0601 07 02 67.

   

   


MIKA

MIKA - siostra LAKI. Zabrana z podwórka dwa dni po niej. Koci katar zaawansowany. Zamiast oczu dwie gule. Woda w płucach. Niebezpieczeństwo niewydolności krążenia. Wirus w całej pełni.

Jazdy do weterynarza. Co dzień. Zastrzyki, kroplówki. Maści do oczu, krople. Karmienie. Sama nie je. Po stracie LAKI drżenie czy MIKI przeżyje.
Udało sie! Leczenie trwało prawie pół roku. Wirus nawracał. Ale teraz MIKA jest piękną panną. Pełną energii, chęci do zabaw. Cudem w kociej skórze. Czas, pieniądze, stres - ALE BYŁO WARTO!!!

Sami popatrzcie. Czy nie jest cudna?!! Z małej czterotygodniowej bidy, zaropiałej, chorej, niechodzącej udało nam się wywalczyć piękną kociczkę. Teraz jesteśmy już po sterylizacji. Po tych ciężkim dzieciństwie należy się jej cudowny dom i kochający ludzie.

   

FIGA

FIGA - kolejna ofiara wirusa.
Jedno oko zapuchnięte, wielkości dużej wiśni. Z nosa ropa. Dołącza do swoich krewnych, sióstr? i braciszka?
Kolejne odkarmianie, smarowanie, leczenie. Codzienne wizyty u weta. Zastrzyki, maści, zawiesiny, krople. Kolejna długa walka. Nie lubiliśmy zabiegów. Płakałyśmy. Bolało nas oko. Nosek aż "oblazł" od nadżerek. Płuca nie pracują jak trzeba, podduszamy się, oskrzela zajęte. Kolejne długie miesiące walki.

I tym razem nam dopisało szczęście. Jest słodką koteczką. Trochę nieufną. Uwielbia się z MIKĄ. Razem śpią. Myją się. Przytulają. Jest już dorosłą panną. Wysterylizowaną.

  

DAKTYL

DAKTYL - to samo podwórko co nasze LAKI i MIKA.
Znaleziony dwa tygodnie później. Do końca nie wiemy czy to mieszkaniec czy podrzutek. Siedział na środku podwórka i płakał. Był tak chudy i odwodniony, miał tak zapadnięte oczy, że moja pani doktor zobaczywszy go - ubrała gumowe rękawiczki. Wyglądał strasznie.
Cały ciąg leczenia. Już trójką jeździmy do weta. Koci katar. Niedożywienie. Nie potrafi ani jeść, ani pić. Nie umie gryźć. I w tym przypadku walka była długa. Bardzo długa. Ten wirus, z tego podwórka, stał się przysłowiowy.

Powolutku nauczyliśmy się gryźć. Zaczęliśmy jeść kurczaka i energetyczne saszetki Royala. Walczył dzielnie, mimo wychudzenia, odwodnienia walczył. I wygrał.
DAKTYL jest po kastracji. Nie boi się dzieci. Uwielbia się przytulać. Jak widać spać na komputerze. Lubi ludzi.